Konrad ogląda Dywizjon 303

O, film o 303, fajnie – pomyślał Konrad, który czytał książkę Fidlera już parę lat temu.

O, Ramsay Bolton i Dorociński, fajnie – pomyślał Konrad.

O, jeszcze Adamczyk i Zakościelny, no ciekawa obsada – pomyślał Konrad.

Ale jak to dwa filmy ??? Z premierami 17 i 31 sierpnia ??? – zwątpił Konrad

[Konrad ostrzega: będą spoilery]

Konrad obejrzał. Oba. Dzień po dniu. Żeby dobrze pamiętać i móc porównać. Kilka podobnych scen (pewnie dlatego, że faktycznie miały miejsce). Inne spojrzenie na Polaków. Oba filmy traktują temat po łebkach (bo inaczej się nie da w 1,5 – 2 godzin).

Konrad daje słabe 4 „Bitwie” (Ramsay, Dorociński) i naciąganą tróję „Historii” (Adamczyk, Zakościelny).

Na plus „Bitwy”:

  • wojna nie jest przedstawiona jako ciekawa przygoda. Wojna jest dość realna (piloci giną, są ranni, są brudni,  trafiają do szpitali, mają blizny – nawet oszpecające)
  • pilotami targają emocje i wątpliwości. Są zmęczeni ponad 32 godzinną służbą bez snu
  • nie ma personifikacji złego Niemca
  • konflikt pilotów angielskich i polskich
  • ciekawe role kobiece (no może raczej – ciekawsze niż w „Historii”)
  • Josef Frantisek „dzielny Czech” dostaje w mordę za opuszczanie dywizjonu podczas lotów bojowych i samotne łowy nad kanałem (ten temat nigdy Konradowi w książce Fidlera nie leżał, więc może dlatego Konrad notuje to na plus)
  • Gabriel Horodyszcz: fikcyjny pilot – maminsynek – pacyfista – morderca

Minusy:

  • zagraniczni aktorzy grający Polaków są z lekka sztuczni
  • Gabriel Horodyszcz: fikcyjny pilot – maminsynek – pacyfista – morderca (celowe powtórzenie Konrada)
  • film nie trzyma w napięciu, sceny walk powietrznych takie sobie

Na plus „Historii”:

  • filmy i zdjęcia archiwalne
  • wymowna scena tańca bez muzyki (ciekawe, może kontrowersyjne, ale dla Konrada intrygujące)
  • scena z królem Jerzym
  • „jak ich wyszkolę to polecą nawet na drzwiach od stodoły”
  • całkiem niezłe sceny walk powietrznych

Minusy:

  • love story (na, ale jest Zakościelny to i musi być love stroy – nawet podwójne)
  • polscy piloci niemalże ze stali. Zawsze gotowi, zawsze piękni, zawsze czyści, zawsze bez skazy. Nawet do Niemców strzelają z powodu miłości
  • jakoś takoś latają bez emocji. Ot bandyta na 9, ot trafiłem go, ot dokończ go za mnie, ot…
  • zły wilk. To znaczy: zły Niemiec. Po co ? Na co ? Akurat w tym filmie nie był potrzebny
  • dobry wilk. To znaczy: dobry Niemiec. Albo raczej: Niemiec profesjonalista. Po co ? Na co ?  Akurat w tym filmie nie był potrzebny

Konrad nie wie czy i gdzie te filmy będą wyświetlane za granicą. Jednak mając do wyboru przesłanie:

  • z „Bitwy”: nie wierzyliśmy w nich, byli nieokrzesani, pili wódkę z naszymi kobietami, spali z naszymi kobietami, nie znali angielskiego, ale byli świetnymi pilotami. Uratowali nam tyłki. Mieli 20% zestrzeleń całego RAFu. A potem my wydymaliśmy ich na cacy bez mydła
  • z „Historii”: nie wierzyliśmy w nich, byli piękni i młodzi, znali angielski, mieli powodzenie u naszych kobiet (no spali też, ale nie na pierwszej randce) i byli świetnymi pilotami. Uratowali nam tyłki, mieli  20% zestrzeleń całego RAFu przy najmniejszych stratach własnych (8 pilotów)

Konrad zdecydowanie wybiera przesłanie pierwsze. Po co promować się laurką, którą się może i miło ogląda, ale nie zmusza do refleksji. Lepiej coś co wstrząśnie. Konrad nie wie czy na pewno, ale końcówka „Bitwy o Anglię” taką szansę daje.  Może jakiś Angol czy inny Jankes po obejrzeniu „Bitwy” sprawdzi o co chodziło z tym Stalinem i paradą w 1946, o co chodziło z chęcią wyrzucenia pilotów z Anglii po wojnie, dlaczego najlepsi piloci jeździli na taksówkach czy sprzedawali gazety a nie przekazywali wiedzę i doświadczenie młodzieży. Bo laurka o dzielnych Polakach bez skazy raczej chęci sprawdzenia ‚ale o co chodzi?’ nie spowoduje.

Tyle.

Reklamy

Nigdy nie będzie takiego lata

Zaczęła się jesień. Konrad zaczął jesień z przytupem. Treningi zaowocowały i Konrad wykonał założony plan – było nawet lepiej niż się spodziewał. Konrad jest zmęczony, śpiący i obolały. I już teraz mówi wszystkim: dobranoc, kolorowych snów.

Od wielu, wielu lat dla Konrada jesień to koncerty. Tak będzie pewnie i w tym roku. Lista życzeń Konrada jest olbrzymia.  Na razie ma jeden bilet dla siebie na listopad. I jeden na grudzień dla siebie i Muzy.

A mijające lato ? Nigdy nie będzie takiego lata.

Nigdy nie będzie takiego lata 
Nigdy nie będzie takiego lata 
Nigdy policja nie będzie taka uprzejma 
Nigdy straż pożarna nie będzie tak szybka i sprawna 
Nigdy nie będzie takiego lata 

Nigdy papieros nie będzie tak smaczny 
A wódka taka zimna i pożywna 
Nigdy nie będzie tak ślicznych dziewcząt 
Nigdy nie będzie tak pysznych ciastek 
Reprezentacja naszego kraju nie będzie miała takich wyników 
Już nigdy, nigdy nie będzie takich wędlin, takiej coca coli 
Takiej musztardy i takiego mleka 
Nigdy nie będzie takiego lata 
Nigdy nie będzie takiego lata 

Słońce nie będzie nigdy już tak cudnie wschodzić i zachodzić 
Księżyc nie będzie tak pięknie wisiał 
Nigdy nie będzie takiej telewizji 
Takich kolorowych gazet 
Nigdy nie będziesz dla mnie miła taka 
Nigdy ksiądz nie będzie mówił tak mądrych kazań 
Nigdy organista tak pięknie nie zagra 
Nigdy Bóg nie będzie tak blisko 
Tak czuły i dobry jak teraz 

Nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza 
Nigdy nie będzie takiego lata

(Marcin Świetlicki)

Napiszę do Ciebie za godzinę

Tak napisała Nieznajoma. Konrad czekał. Dwie. Zadzwoniła Muza. I kiedy w końcu Nieznajoma napisała ponownie, Konrad nie odpisał. Dlaczego ? Po pierwsze primo: godzina to godzina – a nie trzy. Po drugie primo: Muza. Po trzecie primo: Konrad zmienił plany.

No women, no cry.

I Konrad poszedł sobie do kina. Miało być bez kobiet, Konrad chciał na „Predatora”, ale żadna godzina nie pasowała i Konrad trafił na „Wife”/”Żona”. Konrad poleca. Dobry film. Konrad kiedyś do niego na pewno wróci. Dla markizy Isabelle de Merteuil. Dla Wielkiego Wróbla. Dla Willa Scarlett’a. Dla analizy związku swojej Siostry i Szwagra.

(kim jest Nieznajoma ? Nieznajomą. Z krótkiego epizodu instalacji/deinstalacji GG. Jedyna realna, która się odezwała do Konrada. Konrad nie wie o niej nic. Może to ktoś w stylu „cześć, jestem Wojtek, też mam 12 lat”. A może nie. Może Konrad się już nie dowie. Konrad nienawidzi spóźnień. A może Konrad napisze do niej jutro/pojutrze/za tydzień…)

Idzie Konrad borem, lasem….

No może nie borem i nie lasem…

Idzie Konrad chodnikiem. Glany, bojówki, czarna koszulka. Zbliża się do przystanku. Na przystanku pustki, Prawie. Konrad dostrzega umięśnioną postać bez karku. Polak – Patriota. Polak – Żołnierz Wyklęty. Tatuaże, symbole Polski Walczącej, dres, żonobijka, zaczerwieniona twarz, butelka otwartej wódki w ręce.

Konrad idzie sobie dalej. A co go tam fan Marszu Niepodległości. A jednak Konrad się myli. Konrad zauważa, że Patriota intensywnie wpatruje się w jego koszulkę. Koszulka czarna. Koszulka zespołu metalowego. Koszulka bardzo nie prawilna. Jakaś czaszka. Jakaś kosa. Jakiś prawosławny krzyż (jakby się dobrze przyjrzeć – odwrócony). Konrad się zbliża. Patriota wchodzi w kurs kolizyjny. Staje Konradowi centralnie na drodze. Mózg Konrada dokonuje szybkiej analizy możliwości zmiany kursu bez wzbudzenia podejrzeń. Nie ma takiej możliwości. Red Alert. Czerwony Alarm. Houston, mamy problem. Kolizja za 3…2…1…

Konrad się zatrzymuje. Patriota wyciąga rękę. Konrad tężeje. Patriota chwyta Konrada za potylicę i…. ich czoła się stykają. Tryku, tryku, tryk – jakie Konrad robił z Potomstwem lata temu. Patriota się odsuwa. Wyciąga do Konrada butelkę wódki. Konrad pociąga solidny łyk. Konrad oddaje butelkę. Przybija z Patriotą piątkę. Konrad rusza dalej.

Wszystko bez słowa. Wszystko z kamienną twarzą. I Konrada i Patrioty.

Konrad mdleje zaraz za rogiem. Gustaw cuci Konrada. Soplica cytrynowa z nutą miodu.

Weekend cz. nie wiadomo która

Weekend Konrada obfitował w tyle wydarzeń i sytuacji godnych odnotowania, że aż czasami się Konrad zastanawia jak to jest. Żyje sobie Konrad, pracuje cały tydzień dość spokojnie a w weekend kumulacja. Szkoda, że nie we lotto i do tego z główną wygraną. Chociaż patrząc obiektywnie – plusów dodatnich było w weekend więcej niż plusów ujemnych.

Tak czy siak, Konrad potrzebował takiego weekendu. Takiego sobotniego wieczoru i niedzielnego ranka z Muzą. Totalny reset. Totalny luz. Totalne zapomnienia o problemach, o świecie, o życiu. O polityce, o religii, o absurdach otaczającego Konrada świata.

O tym co działo się w piątek i w sobotę do południa.

O tym co dopiero miało się wydarzyć w niedzielę po południu.

Impreza integracyjna Konrada

Minął prawie rok od czasu gdy Konrad dowiedział się, że jest mało spostrzegawczy. Poprawny rok, Ani Konrad ani Koleżanka nie wracali do tematu z Wigilii firmowej. Jakby jej nie było. Jakby nie było tej rozmowy. Konrad w styczniu odczuwał pewien dyskomfort, ale im dalej, tym bardziej wracał ten fajny kontakt, który Konrad lubił.

Firma Konrad urządziła imprezę integracyjną. Do zespołu dołączyło trochę nowych twarzy. Impreza była tematyczna, więc nie polegała tylko na piciu, piciu i jeszcze raz piciu. To sobie Konrad umie sam zapewnić. Konrad dobrze się bawił. Na prawdę dobrze.

Towarzystwo zaczęło się wykruszać. Z grupki najbliższych znajomych została tylko Koleżanka. Gdy powiedziała, że pójdzie pieszo do domu, bo ma 15 minut Konrad zdecydował, że ją odprowadzi. Wyszli na zewnątrz

Chcesz, żebym zamówił taksówkę? Pada.
Raczej mży. Konrad, lubię spacery w deszczu.
To chodźmy. Ja też lubię.
W liceum słuchałam Pidżamy Porno. Do dzisiaj jak pada deszcz, to patrzę w górę.
„Znów pada deszcz, ja mimo to częściej zerkam ku górze. Wtedy ulatnia się ze mnie poeta…”
Konrad, znasz to ?
No ba. To moja młodość. Mam mówić dalej ? O czarnym i czerwonym ?
Kult i Kazika cytowałeś wielokrotnie. Nie wiedziałam, że znasz też Pidżamę i Grabaża.
Dodaj do tego Strachy na Lachy
A wiesz, że nie wszyscy akceptują zarzucenie przez Grabaża Pidżamy na rzecz SNL ? I potem reaktywację Pidżamy składem SNL ? Bez Jula i Dziadka ?
Wiem. Byłem nawet na ostatnim koncercie Pidżamy przed zawieszeniem. I potem na tym w Jarocinie, gdy Julo dziękował publiczności i mówił, że to ostatni ich koncert jako Pidżamy.
Też byłam wtedy w Jarocinie.

(i tak dalej i w tym temacie)

Dzięki Konrad, że mnie odprowadziłeś.
Fajnie było się przespacerować z kimś kto lubi deszcz.
(cisza)
Konrad, chcesz wejść do mnie na herbatę ?
Wiesz, późno już. Rano muszę jechać po Potomstwo.
Tak, mówiłeś…
Następnym razem, dobrze ?
Jasne. Fajnie by było gdybyś kiedyś wpadł.
Dobrze. To do poniedziałku.
Do poniedziałku.

Konrad wraca do domu, Wita go Gustaw. Podaje mu otwartą butelkę wina. I mówi:

Pij, nie pierdol. Wiem, że po Potomstwo jedziesz wieczorem

Kawy Konrada

Konrad, Konrad, Konrad
Gustaw, Gustaw, Gustaw
Słucham ?
To ja słucham
A myślałem, że się bawisz w echo
Za dużo myślisz
Ja ?
No racja, raczej ja. Co tam ?
Kawa.
Dziękuję, jeszcze mam.
Kawa z A. i Kotką.
Wypiłem.
Dlaczego ?
Co dlaczego ?
Dlaczego nie umówiłeś się na tą nalewkę ?
Bo nie miałem czasu, ochoty i zamiaru. Kawa była jak najbardziej ok.
No dobrze, a co z A. ?
A co ma być ? Rachunki wyrównane. Była kawa, może kiedyś tam spotkamy się na siłowni, może spotkamy się na wyjeździe w listopadzie.
A Muza ? Co u niej ?
Weekend. Wkrótce.
Głupi jesteś.
Ty też.
Spalasz się.
Spalam się. Ale nie dla Ciebie.
Ja to Ty. Jaaaa spalam się….
Daj spokój.
Spaaaalam się…
Zamilcz.