Potomstwo a nowi partnerzy cz. II

Ponieważ Muza powiedziała swojemu Potomstwu, że spotyka się z Konradem, Konrad nie czekał długo i przy najbliższej okazji porozmawiał z Potomstwem swoim. Przyjęli to spokojnie i ze zrozumieniem. Potomek 1 był nawet zdziwiony, dlaczego Konrad to mówi – przecież oni wiedzą. Potomka 2 interesował fakt, czy są rodzeństwem z Potomstwem Muzy. I tyle.

Niby wszystko wyjaśnione z obu stron, ale Konrad trochę się stresował gdy miał pierwszy raz spotkać się z Potomstwem Muzy. Spotkać nie jako znajomy, kolega Muzy – ale jako jej partner. Konrad chyba za bardzo się wszystkim stresuje. Oczywiście, na początku czuł na sobie ich uważne spojrzenie. Ale bardzo szybko odczuł, że jest akceptowany i lubiany. Do kolejnego spotkania podszedł już z luzem. I cóż – dobrze mu było z nimi. W czwórkę. Muza, jej Potomstwo i on. Siedział obok Muzy, trzymał ją za rękę i odczuwał taki wewnętrzny spokój.

Na feriach Muza ze swoim Potomstwem była na nartach. Któregoś dnia zadzwoniła do Konrada i powiedziała jak wybierali pamiątki. Dla babci, dla dziadka, dla drugiego dziadka oraz taty (byłego męża Muzy). A potem Starszy Potomek zapytał co spodobałoby się Konradowi. Konradowi zrobiło się bardzo, ale to bardzo miło gdy to usłyszał.

Teraz Konrad czeka na pierwsze spotkanie swojego Potomstwa z Muzą. Bardzo by chciał, żeby jego Potomstwo czuło się dobrze w jej obecności.

Konrad wspomina

Konrad robił porządki. W swoim mieszkaniu. Dawno tego nie robił. Wszystkie wydarzenia styczniowe spowodowały, że był u siebie niemalże gościem. Ale w końcu nadszedł ten dzień. Miska z wodą, miotła, mop, ścierka, środki czyszczące…

Podczas ścierania kurzy wpadła mu w ręce płyta. Płyta, której słuchał dawno temu. Dawno – po rozstaniu z Muzą. Czyli jakieś trzy-cztery miesiące temu. To chyba jednak nie tak dawno. Ale dla Konrada to zupełnie inna epoka. Odległa.

„Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave” (Mirosław Czyżykiewicz)

Słuchając tego wtedy, dawno temu – Konrad czuł żal i smutek. Tak właśnie wyobrażał sobie swoje spotkanie z Muzą. Po latach. Gdzieś tam. Przypadkiem. Bo sam siebie  już przekonał. że ich rozstanie było konieczne. Konieczne i niezbędne.

Słuchając tego dzisiaj – Konrad się uśmiechał. Do swoich wspomnień.

Intuicja Konrada

Muza wyjechała na delegację. Jakieś 200km. Zadzwoniła z dworca, że pociąg zaraz rusza. Że jest zmęczona, że ma nadzieję, że odeśpi trochę w podróży. Po trzech godzinach napisała SMS’a, że dojechała. Że jedzie do służbowego mieszkania, bierze tabletkę i idzie spać.

Na drugi dzień rano Konrad próbował się dodzwonić do Muzy, żeby spytać jak się czuje. Nie odebrała. Gdy próbował drugi raz – brak sygnału. Po godzinie – to samo. Muza nie pojawiła się na Skype, fejsie i innych tego typu rzeczach. Około 11 Konrad wsiadł w samochód i ruszył do Muzy. Co prawda miał wątpliwości czy dobrze robi. Może Muza jest na spotkaniu (w końcu to delegacja), wyłączyła komórkę a on jest nadopiekuńczy. Że jak go zobaczy, to pomyśli, że się narzuca. Że przecież jest w pracy a on jej przeszkadza. Mimo wszystko pojechał. Co pół godziny próbował się dodzwonić – brak sygnału.

Wiedział gdzie jest mieszkanie, w którym się zatrzymała. Byli tam kiedyś razem. Nacisnął dzwonek. Nic. Zapukał. Raz, drugi, trzeci. Coraz mocniej. Usłyszał kroki. Drzwi się otworzyły. Gdy ją zobaczył – przestraszył się. Zapuchnięta, zaspana, rozpalona. Miała dreszcze. Wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. Muza szepnęła: „dziękuję, że przyjechałeś”. Zrobił herbatę. Przyłożył dłoń do czoła – gorące. Zadzwonił na pogotowie – oczywiście nie chcieli przyjechać. Zdecydował się pojechać do Luxmedu. Zapłacić, ale być szybciej obsłużonym. Angina. Wrócił z Muzą do mieszkania. Spakował jej rzeczy. Rozłożył fotel w samochodzie tak, żeby było jej najwygodniej. W najbliższej aptece kupił antybiotyki. Podłączył rozładowaną komórkę do ładowarki, tak żeby Muza mogła wyjaśnić dlaczego nie pojawiła się na spotkaniach.

Teraz Muza wraca do zdrowia. Konrad się nią opiekuje: zakupy, gotowanie, itp. Muza kilka razy powiedziała, że jest pierwszym mężczyzną, który się tak nią zajął. Konradowi głupio tego słuchać. Uważa, że nie zrobił niczego nadzwyczajnego. Normalne zachowanie w takiej sytuacji.

Konrad się cieszy, że zaufał swojej intuicji i pojechał. Miał ogromne wątpliwości czy powinien i czy się nie wygłupi. Na szczęście pojechał.

Konrad pisze do siostry

Cześć Siostra,

Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Dawno się nie widzieliśmy, przyjedziesz dopiero za pół roku, dlatego zdecydowałem się napisać tego maila.

To, że rozstałem się z Byłą – wiesz. Rozmawialiśmy o tym nie raz. To, że się wyprowadziłem, też wiesz. To, że rozwód w toku wiesz od Rodziców.

Chcę Tobie powiedzieć, że się z kimś spotykam. Poznałem ją jakiś czas temu i jesteśmy parą. Ma na imię Muza. Jest mi z nią dobrze. Chyba jestem szczęśliwy. Boję się używać jakiś mocnych słów opisujących nasz związek, więc może tyle starczy.

Dlaczego to piszę ? Chciałbym, żebyś dowiedziała się tego ode mnie. I miała czas oswoić się z tym faktem. Nie wiem jak do tego podejdziesz. Rodzice nie akceptują mojego nowego związku. Kategorycznie i bezkompromisowo. Ale nie jestem zaskoczony. Przecież znam (i Ty też ich znasz) nie od dziś. Ale jest mi przykro. Czasami całkiem mocno.

Nigdy nie rozmawialiśmy na tematy wiary i religii. Trochę to dziwne, nie uważasz? Wiesz bardzo dużo na temat Gustawa i jego kobiet, ale sprawy kościelne jakoś zawsze omijaliśmy. Nie wiem jakie są Twoje poglądy w tej sprawie. Może tak jak Rodzice stwierdzisz, że robię źle, że krzywdzę Potomstwo, że sprzeniewierzyłem się wartościom. Tyle, że to są wartości Rodziców, które u mnie się nie przyjęły. Może jestem nieudanym przeszczepem do rodzinnego ciała. Transplantacja się nie udała, organ zostaje odrzucony i musi radzić sobie sam.

Mimo wszystko mam nadzieję, że polubisz Muzę.

Nie mogę się doczekać kiedy przylecisz. Do zobaczenia, trzymaj się ciepło.

Konrad

Konrad a religia

Konrad pochodzi z religijnej rodziny. Od małego był uczony, że należy modlić się rano i wieczorem, w niedzielę i święta chodzić do kościoła, posty nakazane zachowywać, itp. itd. Różaniec, majowe, czerwcowe. Jako dziecko przyjmował to wszystko bezkrytycznie, był ministrantem. Babcie i ciocie były zachwycone małym Konradem w komży. W trakcie dorastania Konrad otrzymał solidne podstawy dotyczące kwestii damsko-męskich w kontekście swojej religii. Zło antykoncepcji, seksu przed ślubem czy rozwodu.

Rodzice Konrada do spraw obowiązków (czy to post czy to msza) podchodzili rygorystycznie. Tak planowali niedzielne czy świąteczne wyjazdy, żeby nie było z tym problemu. Czasami trzeba było iść do kościoła w sobotę wieczorem, trochę się nakombinować z daniami na wycieczkach w piątek – ale wszystko dało się załatwić.

Jako religijna rodzina udzielająca się w życiu parafii Konrad poznał kilku księży. Na szczęście byli oni zawsze w porządku. Rodzice Konrada uczulali go, że sporo złego się mówi na temat księży. Ale jednocześnie przyznawali rację, że jest wielu księży, którzy nie żyją zgodnie z głoszonymi zasadami.

Pierwsza rysa na religijności Konrada pojawiła się w liceum. Zaczął niektóre sprawy odczuwać jako przymus. Przestał być ministrantem. Ksiądz uczący religii był beznadziejny. Im dalej w las tym gorzej. Na lekcjach polskiego poznał podstawy różnych nurtów filozofii i literatury. Zafascynował go „Kubuś fatalista i jego pan” (nie ważne co robimy – wszystko i tak jest już zapisane w Wielkiej Księdze) czy idea Boga – Wielkiego Zegarmistrza. Miał wątpliwości dlaczego to katolicyzm ma rację a nie inne wierzenia.

Na studiach chodził na Mszę do duszpasterstwa akademickiego, gdzie kazania głosili mądrzy ludzie. Bo dla Konrada niestrawne kazanie było męką. Jak poznał, że w danym miejscu kazanie jest beznadziejne – nie chodził tam. Choćby nie mógł gdzie indziej. Przestał chodzić do spowiedzi. Fascynowało go rodzimowierstwo, ortodoksyjny judaizm, wierzenia wschodu, reinkarnacja czy medytacje. Zauważył, że w wielu wierzeniach ciało nie jest źródłem grzechu i zła. Jest czymś pięknym, pełnym radości, które może dawać przyjemność. Żeby być szczerym – Konrad podobne pogląd znalazł też w katolicyzmie, ale oczywiście ograniczony do spraw małżeńskich.

Poszedł do łóżka ze swoją dziewczyną mając dwadzieścia kilka lat. Od razu zdecydowali się na antykoncepcję. Nie wyobrażał sobie, że można bez jeśli nie chce się dziecka. Dość szybko wygłosił (ku przerażeniu rodziców) pogląd, że rozwód to nie koniec świata. Że nie rozumie uporu Kościoła w tej sprawie.

Do kościoła przestał chodzić za pierwszego Pisu (w latach 2005-2007). Agitacja polityczna z ambony, pełen pogardy do innych ojciec dyrektor, fałszywi ludzie na klęczkach w kościele. To był koniec.

Ślub z Byłą był kościelny. Ale raczej po to, żeby rodzice (jedni i drudzy) nie robili problemów.  Nie licząc czasu starania się o dzieci – zabezpieczali się. Potomstwo zostało ochrzczone, ale Konrad nadal nie chodził do kościoła.

Gdy Potomstwo zaczęło być na etapie przygotowania do Komunii, Konrad powrócił do rytuału niedzielnych Mszy. Przed samą uroczystością poszedł nawet do spowiedzi. Ale nie niosło to za sobą jakiegoś nawrócenia. Do dzisiaj wozi Potomstwo co niedzielę na msze, a sam ma wtedy godzinę na przemyślenia planu tygodnia.

Konrad nie wie na ile jego rodzice zdają sobie sprawę, że tak na prawdę odsunął się od Kościoła i wiary wiele lat temu. Że nie chodzi do kościoła od dawna. Że nie przestrzega postów, przykazań.

Że dla niego ważne jest jedno przykazanie: „będziesz miłował bliźniego jak siebie samego”. Stara się. Nie zawsze to wychodzi. Ale Byłej życzy jak najlepiej. Nie ma osoby, którą nienawidzi. Tym, którzy go skrzywdzili wybaczył.

I dla niego ta miłość bliźniego jak siebie samego jest istotą nurtu filozoficznego zwanego religią katolicką, któremu dał początek prorok Jezus z Nazaretu. Jezus, który gdyby pojawił się w dzisiejszych czasach – zostałby ponownie ukrzyżowany. Na krzyżu hejtu, rasizmu, obłudy, ksenofobii i nienawiści do wszystkiego co inne.

Muza

„Przy nadpalonych mostach 
Gdzieś pomiędzy wierszami 
Na skrzyżowaniu słów – niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Gdzieś pomiędzy wierszami
Znów wybucha w nas permanentne siódme niebo 
Już nie panuję nad zmysłami 
Moje oczy są oczami wariata 
Kiedy spotykają się z Twoimi oczami” (Grabaż)

Przy zimnym browarze rozmowa

Gustaw ? Dawno Ciebie tutaj nie było.
Tęskniłeś?
Nie bardzo. Co znowu ?
A nic. Wyczułem, że masz ochotę na zimne piwo. To jestem.
Niech będzie. Tym razem się napijemy. Wiesz dlaczego ?
Nie.
Bo nie miałeś racji. Jest nowy rok, a ja cały czas z Muzą. Na sylwestra też nie piłem samotnie wódki.
Co się odwlecze to nie uciecze. Zobaczysz. A przy okazji: jak się czujesz jako bohater musicalu. Zaskoczony ?
Przecież znam ich poglądy. Zawsze kwestie wiary i religii były dla nich na pierwszym miejscu. Zero kompromisów w tym temacie.
Przyznaj, że miałeś trochę nadziei.
Wiesz czyją matką jest nadzieja ?
Dlatego tu jestem, mój Konradzie. Przyznajesz ?
Przyznaję. Liczyłem, że nie będą aż taką konserwą.
No i się przeliczyłeś. Jak samopoczucie po takiej rozmowie ?
Sam wiesz. Tak po ludzku mi przykro. Nie sądziłem, że idea, religia będzie jednak ważniejsza od człowieka. Tym bardziej w dzisiejszych czasach.
Nawet Muzy nie znają.
Właśnie. Z miejsca ją przekreślili. Bo kiedyś tam w kościele przysięgałem Byłej. To, że z Byłą się rozstałem nie jest moją winą. Albo inaczej: nie jest tylko moją winą. A teraz według nich muszę być sam. Sam lub wrócić do Byłej. Nie wrócę. Za dużo słów padło, za bardzo się skrzywdziliśmy. Ale nie chcę być sam. Potrzebuję kogoś dla kogo jestem ważny.
No widzisz biedaku. Trzeba było się mnie nie pozbywać. Żyłbyś sobie spokojnie, nikt by nic nie wiedział. Miałbyś kobiet na pęczki i żadnych problemów. A teraz co. Kobieta jedna a problemów wiele. Codziennie cię kuje w piersiach, nie ?
No kuje, kuje. Muszę wrzucić więcej na luz bo się wykończę.
To może jeszcze po jednym browarze ?
O nie. Tym sposobem wykończę się jeszcze szybciej.
Nie wymiękaj.
Spadaj Gustaw. Już koniec. Znikaj.
Do następnego Konradzie.

Little Bird Little Havilah

Konrad zna i lubi „Skrzypka na Dachu”. Nigdy jednak nie przypuszczał, że zostanie bohaterem jednej ze scen tego musicalu. Sceny, w której Tewje wyrzeka się córki, ponieważ wyszła ona za mąż za nie-Żyda. Złamała zasady religii. Zrobiła coś co było nie dopuszczalne. Tewje w imię tego w co wierzy uznaje, że jego córka umarła. Że w tym przypadku nie ma „drugiej strony”.

„Choćbym miała stracić syna – nigdy jej nie zaakceptuję. Małżeństwo zawarte przed Bogiem jest jedno, jest nierozerwalne. Nawet jak się rozwiedziesz z Byłą, nigdy nie znajdę się pod jednym dachem z Muzą. Nigdy się z tym nie pogodzę, że spotykasz się z inną kobietą. To znaczy, że źle Ciebie wychowałam. Źle przekazałam prawdy naszej wiary. Dla Ciebie zawsze jest tutaj miejsce, ale dla niej – nie. Choćbym miała stracić syna.”

Witaj w świecie idei Konradzie. Idei przez duże „I”. Idei, która nie akceptuje żadnych wyjątków. Idei, która nie pozwala na szczęście, nie pozwala na pomyłki i błędy. Idei, która skazuje na samotność po nieudanym małżeństwie. Witaj w świecie idei, która wymaga poświęcenia siebie lub bliskich.

Witaj Konradzie w świecie religii.

Początek roku 2017

Konrad nie jest zadowolony z początku nowego roku. Zaczęło się jeszcze w starym – ta ostatnia dyskusja z Byłą… Cały czas to samo, nawracanie do tego co było przegadane i obydwoje wiedzą, że mają inne zdanie na temat przyczyn i skutków.

W nowym roku to Konradowi puściły nerwy. Tylko trochę, ale jednak. Odpłacił pięknym za nadobne. W mniejszym zakresie niż Była (bo jednak bez osobistych wycieczek na temat Ricardo), ale jednak. Rozmawiał z Byłą dwa razy i bardzo wyraźnie skrytykował jej podejście do Potomstwa, do jej opieki nad nimi, do jej organizacji życia. Konrad cieszy się, że nie powiedział Byłej to co wie na temat zachowania Ricardo. Na szczęście ten Rubikon nie został jeszcze przekroczony.

Konrad wie, że miał dużo racji, ale zdaje sobie też sprawę, że forma ich przekazania nie była dobra. Kiedyś obiecał sobie, że z Byłą będzie rozmawiał na spokojnie. Teraz złamał swoja obietnicę. Nie dał rady dłużej wysłuchiwać różnych uwag na temat swój i co gorsza: Muzy oraz jej dzieci. Po prostu miał dość i musiał to odreagować krytykując Byłą.

Po tych rozmowach Konrad był przybity. Cóż – chciał zawsze rozmawiać z Byłą spokojnie. Ale potem mu przeszło. Humor poprawił się. Też jest człowiekiem, ma swój próg wytrzymałości. Odreagował. Wie, że to nie do końca dobry sposób, ale jednak. Teraz znowu sobie obiecuje rozmawiać z Byłą spokojnie. Może się uda.

Konrad czeka na spokojny czas. Na spokojne rozmowy z Byłą. W końcu są dorosłymi ludźmi, którzy kiedyś się kochali. Czy ten czas nastąpi w tym roku ?

„Czekam na wiatr, co rozgoni 
Ciemne skłębione zasłony 
Stanę wtedy na „RAZ!” 
Ze słońcem twarzą w twarz „ (Maanam)

I po co to ?

Huknęło, trzasnęło i już po wszystkim. I po co to Konradowi ? I po co to Wam ?

Wszyscy starsi o rok. Ale czy szczęśliwsi ? Konrad zastanawia się kto z wczoraj/dzisiaj imprezujących nie podpisze się pod tekstem Grabaża: „pełen talerz, mówisz pełen brzuch, cały jesteś – mówisz pełen” ? Kto z nich zastanowił się głębiej nad życiem, nad relacjami z najbliższymi ? Kto z nich przekaże tyle samo kasy na WOŚP/Caritas (Konrada nigdy nie pociągała idea orkiestry, ale jako najgorszy sort Polaków w tym roku po raz kolejny pobije swój rekord dobroczynności) co wydał na wódę czy fajerwerki z okazji sztucznego święta zmiany maski YYYY ?

Konrad do liceum jeździłem tramwajem, Na piątym przystanku witał go napis ‚ogłupiałe społeczeństwo w konsumpcyjnym szale‚. Dopiero teraz Konrad zaczyna rozumieć ten tekst. Konrad nie byłem socjalistą za młodu. Pewnie na starość będzie skurwysynem jak mawiał Ktoś (bo ciocia Wiki i wujek Google są sprzeczni w swoich zeznaniach).

Konrad słuchał huków, patrzył na trzęsącego się psa i zastanawiał się po chuj to wszystko. Zwierzęta cierpią, ludzie cierpią, a Konrad i inni celebrują nowy rok. Będzie lepiej, będzie cudowniej, będzie Nowy Wspaniały Świat.