Tam, Gdzie Miesiąc Opłakuje Świt

I znowu o muzyce Konrada. W weekend Konrad odwiedził kolegę. Kolega pokazał mu swoje najnowsze znalezisko. Zespół „Wędrujący Wiatr”. Konrad przeczytał tytuły utworów i od razu stwierdził, że lubi to. Po odsłuchaniu całej płyty Konrad stwierdził, że dałby nawet serduszko na fejsie, gdyby tylko tak robił.

Ta muzyka zrobiła duże wrażenie na Konradzie. Chociaż zazwyczaj woli rozumieć co śpiewa wokalista (no chyba, że jest to po węgiersku, rumuńsku lub szwedzko-fińsko-norwesku), ale tutaj urzekła go całość. Słowa i muzyka. Głos będący trochę tłem dla instrumentów. Całość atmosferyczna, melancholijna. No i te tytuły poszczególnych utworów…

1. Wędrujący wiatr
2. Tam, gdzie miesiąc opłakuje świt
3. A nurów krzyk wiatr na skrzydłach nocy niesie…
4. Wędrowiec wyciąga starczą dłoń w stronę gwiazd
5. W srebrnej łunie, pośród chłodów nocy

Konrad teraz słucha tego na okrągło.

Rocznica wyprowadzki Konrada

Minęła już rocznica wyprowadzki Konrada od Byłej. Najpierw do rodziców a potem już na swoje. Jaki był ten rok ? Jaki był ten rok przemiany Gustawa w Konrada ?

Konrad uważa, że dobry. I szczerze mówiąc – opinia innych mało go interesuje. Opinia Byłej, że zmienił się na gorsze – cóż, jej prawo tak sądzić. Opinia rodziców o złamaniu nakazów religii – cóż, ich prawo tak sądzić. Opinia Gustawa, że jest pod pantoflem i zamiast korzystać z uroków życia i kobiet skupia się tylko na jednej- cóż, jego prawo tak sądzić.

Dla niego ważne jest to, że przez ten rok widzi w sobie poprawę. Jest spokojniejszy. Nie oznacza to, że się nie stresuje, że nie wybucha czasami o głupie słowo czy postępowanie Potomstwa. Ale sumarycznie rzecz biorąc – jest spokojniejszy. Usłyszał to z ust kilku osób. Nawet od takich, od których by się tego nie spodziewał.

Ten rok nauczył go samodzielności. Samodzielności w obszarach w których zawsze potrzebował wsparcia. Nauczył się prać i prasować. Robić zakupy bez kartki, zaimprowizować w kuchni. Sam musi dbać o czystość mieszkania – żeby nikt nie mógł mu zarzucić, że Potomstwo przyjeżdża do jakiejś zapuszczonej meliny.

Konrad zawsze umiał zarządzać finansami, ale teraz już chyba wzniósł się na wyżyny planowania. Może to nie do końca właściwa droga, ale chce, żeby wizyty Potomstwa niosły za sobą jakieś atrakcje dla nich. Konrad nie odpuścił „smrodku dydaktycznego” – mimo rad kolegów w podobnej co on sytuacji. Zawsze na pierwszym miejscu są sprawy szkolne, sprawy zachowania a dopiero potem kino, mecz, zabawa. Ale są. Prawie zawsze. Konrad zdaje sobie sprawę, że to trochę wygląda na przekupstwo. Ale cóż – trudno.

Kiedyś Konrad myślał, że wraz z wyprowadzką zyska jeszcze większą swobodę niż miał Gustaw. Mylił się. Trochę (ale tylko trochę) ma na to wypływ jego związek z Muzą. Ale tak na prawdę konieczność samodzielnego rządzenia się, samodzielnego utrzymania mieszkania, płacenia alimentów (rozwodu nadal nie ma, ale nazwa dobra) zmusza go do racjonalnego podejście do pracy i rozrywki, dodatkowych zleceń i wydatków. I zamiast co tygodniowych koncertów, spotkań i imprez – musi skupić się na pracy a tego typu atrakcje ma raz w miesiącu lub rzadziej. Często bywa, że w weekendy siedzą razem z Muzą w jednym pokoju nad swoimi dodatkowymi zleceniami. Ale dobrze im tak razem.

Po ponad roku od wyprowadzki, po prawie roku znajomości z Muzą – Konrad ma coraz większą pewność, że Gustaw to już przeszłość, chociaż nadal walczy z niektórymi aspektami, które po nim odziedziczył (ten nieszczęsny alkohol na sen). Wyprowadzka była dobrym krokiem. Dobrą decyzją Konrada.

Konrad słucha dziwnej muzyki

Można by powiedzieć, że niszowej. I mało znanej. Niby metal zna każdy. Ale jak zaczniemy dodawać przymiotniki ? *-metal ? A w miejsce gwiazdki: doom, power, gothic, folk, viking, pagan, pirates, transylvanian… (niepotrzebne skreślić). Konrad zna nawet zespół do którego pasuje oksymoron melodic-death-metal.

Konrad najbardziej lubi (zaraz po zakończeniu wizualizowania sobie ostatecznego krachu systemu korporacji) usiąść wygodnie, założyć słuchawki i włączyć muzykę, która zabierze go w wędrówkę. Wędrówkę w świat prastarych bóstw, wszystkowidzącego Svantevita, dobrej Mokoszy, chrobrych wojów, bladolicych topielic i południc czy domostw zamieszkanych przez Kikimory. W świat gdzie leje się miód, a przyroda jest siłą, której należy oddać cześć by była przychylna. Wędrówkę do słowiańskiej puszczy, tajemniczych gór Transylwanii czy stepów przez które przelatują chordy tatarskie czy mongolscy wojownicy Czyngis-chana…
A wszystko to okraszone słodkim głosem wokalistek lub drapieżnym growlem (tutaj bez rozróżniania płci) – a najlepiej obie opcje razem.

W gronie przyjaciół i znajomych Konrad jest raczej osamotniony w swoich gustach. I co za tym idzie samotnie chodzi na koncerty. Koncerty w różnych mniejszych lub większych spelunkach. Tam gdzie czasami przychodzi tylko kilkanaście osób a cena biletu jest zbliżona do ceny dwóch browarów. Tam gdzie zdarzają się sytuacje, że muzycy puszczają po sali bukłak katalońskiego wina czy róg pełen miodu. Tam gdzie muzycy schodzą ze sceny ze słowami podziękowań i gdy wszyscy myślą, że to koniec – wracają przebrani w stroje jakby wyjęte z „Osady” Shyamalan’a i zaczynają krążyć wśród publiczności grając na pasterskich dzwonkach.

Konrad słucha też bardziej normalnej muzyki. Ale z drugiej strony, jaką muzykę określimy jako normalną? Czy normalną jest muzyka, którą gra skrzypek w niemieckim hełmie z rogami na głowie ? Albo gościu, który wyśpiewuje, że nienawidzi „waszej generacji” ku aplauzie tejże ? A może wokalista uznający siebie za reinkarnację czarownicy spalonej ze dwieście lat temu ?

O muzyce Konrad może pisać i rozmawiać długo. Ale chyba powinien zająć się pracą.

Konrad się zmienia

Pod wpływem Muzy. Zauważa to coraz bardziej. Nigdy nie wierzył, że to się jeszcze stanie. Że się zmieni. Bo jest uparty. I na złość babci odmraża sobie uszy.

A jednak…..

I nie chodzi tu tylko o takie drobiazgi jak jedzenie owoców morza czy mozarelli z pomidorami i bazylią. Konrad nie lubił bazylii. Uważał ją za niesmaczną i śmierdzącą przyprawę. Ale jak Muza przygotowała szybką kolację to zjadł i się zdziwił. To było dobre. Podobnie z owocami morza. Zawsze uważał, że sam wygląd krewetek, homarów czy innych kałamarnic jest wystarczającym powodem, żeby tego nie jeść. Muza go namówiła. To było na prawdę dobre.

Konrad nie uznawał świętowania 14 lutego czy 8 marca. Była próbowała go przekonać wiele lat temu. Kochał Byłą, ale powiedział nie. Nie i koniec. A wczoraj ? Wczoraj poczuł potrzebę zobaczenia Muzy, przytulenia jej i powiedzenia jej coś miłego. Nie było to niestety możliwe. Dlatego pojechał pod jej pracę i zostawił małą kartkę za wycieraczką samochodu. Po pracy Muza zadzwoniła dziękując za niespodziankę. Niedługo 8 marca. Konrad od lat nie składał nikomu  życzeń ani nie dawał kwiatów. Nikomu. W tym roku chyba będzie inaczej.

Konrad może przytoczyć jeszcze kilka dowodów na swoje zmiany. Ale nie w tym rzecz. Konrad zastanawia się dlaczego. Dlaczego teraz. Dlaczego zmienia się mając 40 lat a nie zmieniał się wcześniej w młodości. Przecież kochał Byłą, chciał by jej było dobrze, ale jednak się upierał przy swoim.

Czy teraz zmądrzał ? Czy też trafił na właściwą kobietę, która umiała wyzwolić w nim chęć do zmian ? Jeśli to pierwsze – dobrze, że w końcu to się stało. Jeśli to drugie – dobrze, że Muza pojawiła się w życiu Konrada.

Zmieniaj się Konrad. Byle na lepsze. Byle nie w Gustawa.

Żeby konar zapłonął

Jest zima. Tak więc jest zimno. „Jak jest zima to musi być zimno.Takie jest odwieczne prawo natury.”  No, ale chciałoby się, żeby było cieplej. Jak się nie da inaczej to można skorzystać z fantazji, wyobraźni oraz wspomnień.

Konrad siedząc z imbirową herbatą w mieszkaniu z niecierpliwością sprawdza prognozę pogody. Jak na razie wiosny nie widać. Zaczyna więc wspominać. Poprzednie wiosny oraz lata. Wycieczki w góry, nad morze. Grille, ogniska..

Właśnie. Ognisko. Kiedyś Konrad z Potomstwem spędził kilka dni u znajomych nad jeziorem. Znajomi też mieli dzieci. Trochę młodsze od Potomstwa. I całej watasze dzieciaków zachciało się ogniska. Konrad i Znajomy Konrada trochę kręcili na to nosem. Padało ostatnio. Drzewo może być mokre. Ale Małżonka Znajomego Konrada popatrzyła na nich z politowaniem i zapytała czy ma ich wyręczyć. Po takim dictum Konrad oraz Znajomy Konrada wzięli watahę i ruszyli po drzewo do lasu.

Po jakimś czasie na podwórku urósł stos drewna. Obok mniejszy – ognisko właściwe. I się zaczęło. O jednej zapałce można było zapomnieć. Gazety, papiery, jakieś rozpałki grillowe. Nic. Coś tam dymiło, ale rozpalić się nie chciało. Wataha asystowała, pomagała, wymyślała nowe sposoby.

Aż w końcu Najmłodsza Latorośl Znajomego Konrada wypaliła: „Tata, weź Braveran. Dzięki temu konar zapłonie”

Mina Znajomego Konrada – bezcenna.
Za benzynę, która w końcu dała radę – Konrad zapłacił kartą Mastercard.

Jak Konrad ferie organizował

Ferie, a dokładniej – półkolonie dla Potomstwa.

Jeszcze w grudniu Konrad i Była wybrali kilka opcji półkolonii, które zostały przedstawione Potomstwu. O dziwo chłopcy wybrali zgodnie to samo, więc obyło się bez negocjacji. Zapis zrobiony, zaliczka wpłacona,  ustalone kto i kiedy zawozi oraz odbiera. Można spokojnie czekać.

Na kilka dni przed rozpoczęciem Konrad otrzymał harmonogram. Przesłał go Byłej prosząc, żeby zwróciła uwagę na swoje dni bo Potomstwo będzie odbierane nie zawsze o tej samej godzinie i nie zawsze z tego samego miejsca. Można spokojnie czekać.

Dwie godziny później telefon. Dzwoni Była. Z awanturą. Że ona nie będzie jeździć. Że tam są miejsca A, B i C a miało być tylko A. No i ona nie wie jak dojechać do B i C. Że Konrad znowu coś wymyślił. Że one nie odpocznie. Że będzie wstawać przed szóstą. Że Konrad robi wszystko, żeby tylko jemu było dobrze. Konrad się rozłączył. Nie miał sił na rozmowę. Przecież wszystko ustalali wspólnie. Żeby można było spokojnie czekać.

Przeanalizował harmonogram. Zadzwonił do Byłej. I zapytał czy ona w ogóle to przeczytała. Dowiedział się, że przejrzała. Zaproponował, że może trzeba dokładniej. Bo z harmonogramu wynika, że Była odbiera potomstwo dwa razy z A a tylko raz z B. O żadnym C nie ma mowy. Godzina zawsze ta sama – to Konrad ma różne. A rano to Konrad zawozi cztery razy a Była tylko raz. I może warto przeczytać całość dokładnie nim się zadzwoni z awanturą. Rozłączył się.

Można było spokojnie czekać. Wszystko było przecież ustalone. Ale nie. Tak się nie da. Byłoby za spokojnie.

Eh….