Konrad słucha „Jolka, Jolka pamiętasz”

To trochę dziwne uczucie. Gdy Konrad w piosence sprzed 30 lat słyszy o sobie

Jolka, Jolka
Pamiętasz lato ze snu
Gdy pisałaś: ‚tak mi zle’
Urwij sie choćby zaraz
Coś ze mną zrób
Nie zostawiaj tu samego, o nie’.

Tak właśnie było. Dawno temu. Już po Byłej. Przed Muzą. Konrad – tak mi źle.

Dziecko spało za ścianą
Czujne jak ptak
Niechaj Bóg wyprostuje mu sny!
Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak
Słodkie były, jak krew Twoje łzy

Tak właśnie było. „Konrad, wpadaj. Mały już śpi i już się nie obudzi. Znam go. Najwyżej zrobimy to w kuchni. Pasuje ?

Emigrowałem z objęć Twych nad ranem,
Dzień mnie wyganiał, nocą znów wracałem,
Dane nam było, słońca zaćmienie,
Następne będzie, może za sto lat.

Tak właśnie było. Rano, gdy pracowali tylko piekarze i mleczarze – Konrad odchodził. Uciekał. Opuszczał.

Mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt,
Na Toyotę przepiękną, aż strach.

Był i facet. Gdzieś tam daleko. Odkładał kasę na coś tam. Może na samochód. Może na coś innego.

W czasach zarazy Konrad się odezwał:

Hej, co słychać ?
Wiesz co, pierdol się Konradzie, Tyle czekałam.
Wybacz
Wybacz ? I tyle ?
Wybacz
Masz do mnie przyjechać w weekend, albo spadaj na drzewo.
Przyjadę.
Jak Cię nie będzie, to się turlaj, jasne ?
Będę, Jolka, będę

Witaj w domu, Konradzie

O, Konrad ? To Ty ?
Witaj Gustawie, tęskniłeś ?
Tak trochę. A Ty ?
Można tak powiedzieć.
Witaj w domu. Dobrze wyglądasz.
Znaczy, że utyłem ?
Nie. Jesteś jakiś taki zadowolony. Podśpiewujesz.
Dobrze mi.
To czemu wróciłeś ?
Pomyśleć, odpocząć, zatęsknić.
Nie chcę Ci psuć nastroju, ale łatwo nie będzie.
Wiesz co Gustawie… Na razie to myślę bardzo krótkoterminowo.
A potem ?
Kiedy ?
Jak wrócą jej dzieci ? Po zarazie ?
Na ten moment ? Bez szans. I tyle.
Bez ?
Nie wyobrażam sobie związku na szybkie kawy co jakiś czas.
A ona ?
Ona ? Też. Rozmawialiśmy o tym.
To po co kontynuujesz?
A dlaczego nie ? Teraz i tak z nikim się nie spotkam. Ona też.
Zimna kalkulacja.
Mega. Wyjątkowa sytuacja. Wyjątkowy czas. Dla mnie i dla niej.

Randki w czasach zarazy cz. III

Królowo, żyjemy trochę jak w bajce.
Masz rację, Konradzie.
Zróbmy sobie chwilę przerwy. Nie wiem jak to powiedzieć. Dobrze mi z Tobą, ale… wrócę na dwa-trzy dni do siebie. Rozumiesz o co mi chodzi ?
Myślałam o tym. Też potrzebuję chwilę oddechu. Gdyby nie ta zaraza, to nie spędzilibyśmy tak szybko tyle czasu razem. Gdy Ciebie poznałam, nie sądziłam, że tak szybko będziemy ze sobą spać, że będziemy razem mieszkać.
Mam nadzieję, że nie żałujesz
Nie żałuję. Ale to dobry pomysł, żeby zrobić przerwę.
Ale za parę dni się widzimy, tak ?
Tak. Gdyby moje Potomstwo miało wrócić szybciej niż ustaliłam z siostrą, to dam Ci znać. 

Konrad rozmawia z Mamą

Dobrze, oczywiście. Zrobię zakupy i przywiozę. Zostawię pod drzwiami. Lepiej, żebyście nie wychodzili bez potrzeby.
Dziękuję
Ale to będzie jutro, dobrze ?
Dobrze, nie spieszy się. Zajęty jesteś ?
Też.
Konrad, jesteś u Muzy ? Wróciliście do siebie ?
Nie, nie. Mamy fajny kontakt, nawet rozmawiałem z nią  niedawno, ale nie. Nie wróciłem.
Myślałam. 
Nie dało się pogodzić naszych oczekiwań.
Ona chciała stabilizacji, a Ty nie byłeś na to gotowy.
Ja chciałem stabilizacji, a jej było dobrze być singielką i widywać się ze mną od czasu do czasu.
(cisza)
Zupełnie Ciebie nie znam, Synu. Zaskoczyłeś mnie.
Właśnie widzę.
A teraz, spotykasz się z kimś ?
Tak.
Powiesz coś więcej ? Jesteś szczęśliwy ?
W tej chwili tak. Ale boję się, że nie damy rady.
Dlaczego ? Długo się znacie ?
Kilka tygodni.
Macie inne oczekiwania ?
Właśnie nie. Chcemy dokładnie tego samego. Ale są dzieci. Dość małe. Mocno zranione przez ojca. Dostaliśmy w prezencie od losu kilka dni. Ale potem nie wiem co będzie.
Zawsze uważałam, że jako ojciec sprawdziłeś się w stu procentach. Z tego powodu zawsze byłam z Ciebie dumna.
Szkoda, że w innych kwestiach nie było tak różowo.
Konrad, zawsze będziesz moim synem. I chcę, żebyś był szczęśliwy.
Jestem.
I bądź. Dlaczego uważasz, że nie dacie rady ? Rozmawiałeś z nią o tym ?
Tak. Jak jej były facet się nie ogarnie i nie zacznie być w porządku w stosunku do dzieci, to ona nie wie czy i jak powinna wprowadzać mnie w ich życie.
Dajcie sobie czas. Znacie się dopiero kilka tygodni.
Wiesz Mamo, czasami myślę, że powinienem znaleźć kobietę bez dzieci. Albo już z odchowanymi, dorosłymi.
Dla mnie najważniejsze, żebyś był szczęśliwy. Wiem, że mogłeś to inaczej odczuwać, ale zawsze chciałam Twojego szczęście. Może za bardzo chciałam, żebyś to szczęście osiągnął tak jak ja to widzę. I w tych samych płaszczyznach. Na pewno wiele razy popełniałam błędy. I przepraszam Cię za to. Bądź szczęśliwy. I nigdy nie zapominaj też o wspieraniu Potomstwa.
Dobra, Mama. Na razie jest ok. Muszę kończyć.

(Konrad długo zbierał szczękę z podłogi. Taka rozmowa z Mamą. Konrad zastanawiał się, czy nie zadzwonić do sanepidu, że pojawił się kolejny przypadek wirusa. Bo dla Konrada ta rozmowa była czymś mega wyjątkowym. Mega.)

Randki w czasach zarazy cz. II

Kwarantanna trwa, Konrad pokusi się o jakieś podsumowanie.

Konrad ma duże szczęście.

Po pierwsze dlatego, że zdążył spotkać się kilka razy z Królową na szybką kawę. Szybka dlatego, że Królowa musiała wracać do dzieci. Zresztą Konrad też zajmował się wtedy Potomstwem.

Po drugie dlatego, że po zamknięciu szkół, kin, barów, itp. do Królowej zadzwoniła siostra. I zaproponowała, że weźmie na jakiś czas dzieci Królowej do siebie. Na wieś. Mniej ludzi. Więcej przyrody.

Po trzecie dlatego, że Była panikuje i wstrzymała wizyty Potomstwa u Konrada. Była mieszka w domu pod miastem. Konrad w bloku.

Konrad wziął Królową na długi spacer – nigdzie indziej nie mógł jej już wtedy zaprosić. Konrad z Królową postanowili wykorzystać dany im czas. Razem. Konrad może poznać Królową. Królowa może poznać Konrada. Mogą rozmawiać, poznać swoje oczekiwania. Rozważyć wszystkie trudności, których trochę jest – wspominał o nich Konrad w rozmowie z Gustawem.

Niezależnie co będzie dalej – Konrad potrzebował takiego czasu. Zwolnić, zatrzymać się. Być z kimś blisko. Królowa też.

Kwarantanna trwa nadal.

Konrad spotyka Ciri cz. VII

Cześć, Konrad
Cześć, Ciri
Odwołali nasz koncert
Niestety
Nawet nie wiesz jak żałuję. Liczyłam, że się w końcu spotkamy i pogadamy
Trzeba będzie poczekać.
Nie wiadomo na kiedy przełożą.
Nie wiadomo
Chciałam z Tobą pogadać. A teraz to nie wiadomo kiedy się uda.
Życie.
Właśnie, życie. Nie odzywałam się długo. Przepraszam. Zupełnie nieoczekiwania zakochałam się. Nie wiedziałam, że to jeszcze możliwe. Że mnie to spotka. Chciałam iść z Tobą po koncercie na piwo, powiedzieć, podziękować. 
Gratulacje. Wszystko idzie w dobrym kierunku ?
Nie chcę zapeszać, ale chyba tak.
Jeszcze raz gratulacje.
Dzięki. Ale po zarazie odezwę się i idziemy na piwo.
Albo na koncert
O właśnie. A u Ciebie jak ?
Bez zmian. Sporo mnie nie było, więc tak na prawdę ta kwarantanna mi trochę na rękę. Wyśpię się przynajmniej.
To trzymaj się. Powodzenia.
Wzajemnie

 

(Żegnaj Ciri)

Shine – shine – shine – my star
Shine – shine – wherever you are

Konrad ogląda Sala samobójców. Hejter

Konrad zdążył jeszcze przed zamknięciem kin…

Lat temu wiele Konrad z Byłą oglądali Salę samobójców. Potomstwo było już na świecie. Była czuła się po filmie fatalnie. Konrada film ruszył i to mocno. Miał w domu przedszkolaki (chyba) i miał nadzieję, że nigdy nie zgubi kontaktu z synami. Że nigdy nie zbagatelizuje problemów Potomstwa. Że nigdy nie przegapi momentu, gdy Potomstwo będzie potrzebowało jego wsparcia – nawet nie mówiąc tego wprost. Że nigdy nie dojdzie do sytuacji z filmu.

Po latach Konrad ma nadzieję, że idzie dobrą drogą. Wydaje mu się, że ma dobry kontakt z Potomstwem. Dzieli ich pasje i hobby (choć nie wszystkie). Potomstwo wiele razy rozmawiało z nim na tematy, których Konrad nie poruszał nigdy ze swoimi Rodzicami. Konrad nie uważa siebie za dobrego ojca. Brakuje mu cierpliwości. Ale ma nadzieję, że nadal jest dobrze. Może to głupie, ale te wszystkie randki umacniają Konrada w tym przeczuciu. Także Królowa powiedziała ostatnio coś w stylu: „fajnie, że masz wspólne zainteresowania ze swoimi nastolatkami. To mądre podejście„.

Wracajmy do filmu. Konrad uważa, że dość mocny. Nie tak jak poprzedni, ale nie jest źle. Dwie godziny minęły zupełnie niezauważone. Trochę inne tematy zostały poruszone. Jest jednak jedno ale. SPOILER. Konrad uważa za przesadzony wątek strzelaniny. Nie wierzy, że jakiś gówniarz pracujący w hejterskiej agencji dla kariery: kradnie ze strzelnicy broń zabijając ochroniarza, udostępnia ją anonimowo innemu i namawia go do akcji terrorystycznej. Chyba lepiej byłoby pociągnąć wątek hejtu doprowadzający do sytuacji z zeszłorocznej WOŚP.

Ale to Konrada zdanie. Może jest już zbyt stary. Może zbyt naiwny. Na pewno Konrad poleca. Film dobry. Większość wątków bardzo realnych. Hipokryzja „elit”, przyzwolenie na kibolski patriotyzm. A główny bohater (aktor kompletnie nieznany Konradowi) – mały s…wielek o prawie anielskim wyglądzie. O pradawni bogowie, chrońcie Konrada przed takimi ludźmi na jego drodze.

Dobry polski film. Konrad poleca

Wirus Konrada cz. II

Dzisiaj jest już wszystko jasne. Decyzje zapadły niezależnie od chcenia czy nie-chcenia Byłej i Konrada. Szkoły zamknięte. Zajęcia odwołane.

Gdyby Była w histerii nie zadzwoniła do Konrada, gdyby Konrad wytrzymał i kazał poczekać na rozwój wydarzeń zamiast stawiać ultimatum…. gdyby…. Jak to śpiewał Kazik: „gdyby to najczęstsze słowo polskie

Konrad zastanawia się jaki będzie bilans wczorajszej kłótni…

Wirus Konrada

Konrad myślał, że nie będzie musiał pisać nic na ten temat. Ale życie bywa przewrotne.

Konrad miał dużą spinę z Byłą. Chodzi o udział Potomka w kursie. Potomkowi dobrze idzie. Była panikuje. Ricardo panikuje. Nie chcą, żeby Potomek brał udział w zajęciach w najbliższych tygodniach. Bo wirus. Bo tamto i siamto.

Konrad tłumaczył. Na spokojnie. Że Potomstwo i tak chodzi do szkoły. Że owszem, są odwoływane imprezy masowe, ale nie dajmy się zwariować. To nie jest impreza masowa. I tak dalej i w ten deseń. Była tylko nakręcała się w histerii. Że skoro Konrad jest nieodpowiedzialny, to niech Konrad bierze Potomka do siebie.

W końcu Konrad nie wytrzymał. I powiedział, że skoro Była zakazuje, to on też. Konrad też. Konrad zakazuje udziału Potomka w zajęciach XYZ. Co z tego, że zostało 1.5 roku do końca (z 6 lat). Od dwóch lat Potomek nie chce. Przestało go to interesować. Znalazł inne hobby. To Była chce, żeby Potomek to skończył – bo nie wiadomo co się w życiu przyda. Konrad od zawsze był negatywnie nastawiony do XYZ. Potomek o tym wie. Ale Potomek zawsze słyszał od Konrada, że skoro zaczął i Była nie odpuszcza – powinien skończyć. Ale w tej sytuacji w Konradzie coś pękło.  I postawił ultimatum. To i to. Albo nic.

Konrad zadzwonił do Potomka i konspiracyjnie powiedział:

Odpowiadaj tylko „tak” lub „nie”. Rozumiesz ?
Tak.
Jak wygląda sytuacja ? Mama się zgadza ?
Nie.
Mówiliście mi w weekend, że Ricardo wrócił z delegacji. Z Niemiec. Zgadza się ?
Tak.
Wiesz skąd ten wirus w Polsce ?
Nie.
Z Niemiec. Masz kolejny argument w dyskusji. Zapytaj czy Ricardo już zrobił badania. I czy Mama nie boi się mieszkać z nim pod jednym dachem skoro Twoje zajęcia tak ją przerażają. Rozumiesz ?
Tak.
Tylko postaraj się nie powiedzieć, że ja Ci przypomniałem o tym wyjeździe. Ok ?
Tak

No i teraz Konrad myśli. Jak bardzo stawiać sprawę na ostrzu noża. Jak bardzo pozwolić Byłej na jednostronne decyzje w sprawie kursu i zajęć XYZ. Walczyć ? Odpuścić ? Potomek chce na zajęcia. Potomek nie chce XYZ. Czy dobrze to rozegrał? Może faktycznie powinien spakować Potomka i wziąć go na 2tyg do siebie – jak chce Była. Szkoła trochę utrudni życie.

Konrad też myśli czy powinien przeprowadzić powyższą rozmowę z Potomkiem. Może powinien z Byłą. Ale z drugiej strony. Była i Ricardo bardzo nerwowo reagowali na wszystko o czym mówił Konrad, że dowiedział się od Potomstwa (Konrad zawsze tłumaczył Potomstwu, że i on i Muza nie mają nic do ukrycia – o wszystkim można opowiadać). No i jak Konrad zna Byłą i Ricardo – Konrad stawia dolary przeciwko orzechom, że nie pomyśleli o tej delegacji Ricardo.

Konradowi wydaje się, że po raz pierwszy bardzo wyraźnie stanął po stronie Potomstwa w opozycji do Byłej. I pierwszy raz Potomstwo o tym wie. Tyle, że Konrad nie wie czy to dobrze czy źle.

Eh. Gustawie, napijmy się…